Od Baransu
Ruszyliśmy w naszą pierwszą podróż, dokładnie nie wiem dokąd, ale dowiem się jak tam dotrzemy. Zważywszy na Kogę musimy podróżować w nocy. Mnie to nie przeszkadza, tylko nie wiem co na to dziewczyny. Rainbow lata tak szybko, że ledwo za nią nadążamy, a Lilia musi co jakiś czas robić postój, ponieważ jako jedyna nie posiada skrzydeł. Gdy mijaliśmy Dolinę Rozpaczy napotkaliśmy stado saren, moje stado mogło więc sprawdzić swoje umiejętności myśliwskie. Ponieważ mój brat był najlepszym myśliwym, a ja mam w sobie część jego duszy szybko upolowałem kilka saren. Koga też był niczego sobie, złapał trzy sztuki. Lilia użyła hipnozy, aby je zagonić w dane miejsce. Rainbow zaś poruszała się tak szybko, że sarny nie wiedziały co się stało. Przez kilka godzin spoczywaliśmy w dolinie by skończyć nasz posiłek, a kiedy zjedliśmy ruszyliśmy dalej. Po wyjściu z Doliny Rozpaczy zobaczyliśmy wschodzące słońce. To było niesamowite poczuć poranny wiatr na futrze i zobaczyć pierwsze promyki słońca padające na wodę, ale musieliśmy znaleźć jakąś jaskinię ponieważ Koga nie przyzwyczaił się jeszcze do światła. Czekając na księżyc mogliśmy wiele się o sobie dowiedzieć i podziwiać tutejsze widoki. Gdy słońce było już nisko ruszyliśmy dalej. Po kilku kilometrach zobaczyliśmy, jak młody wilk ucieka przed grupą innych wilków. Zasłoniliśmy go, a wtedy stado stanęło, jeden ze złych wilków rzekł:
- Hej, ten dzieciak jest nasz!
- A co takiego zrobił? - spytałem.
- Ukradł mi mięso, a u nas kara za kradzież to śmierć.
- Myślisz, że ci na to pozwolimy? - wtrącił się Koga.
- Nie wtrącaj się dziwaku!
- Właśnie podpisałeś na siebie wyrok kundlu.
- Wystarczy Koga. - powiedziałem - Jeśli chcesz walczyć to proszę bardzo, ale uważaj.
- Dobrze.
Koga stanął w pojedynkę przeciwko stadu złych wilków. Natomiast ja i reszta watahy cofnęliśmy się w bezpieczną odległość. Mogłem tylko wyrównać jego szanse na zwycięstwo, jak przystało na wilka równowagi. Jego moc wzrosła, jego ataki stały się bardzo potężne. Lecz zamiast walczyć z każdym osobno, wykorzystał Deszcz pazurów. Wszystkie wilki padały na skutek wielu cięć pazurów spadających z nieba.Po walce podeszliśmy do małego wilka, był przerażony.
- Jak się nazywasz? - spytałem.
- Ario - odpowiedział.
- A więc Ario, chcesz się do nas przyłączyć?
Młody wilk energicznie machając ogonem odpowiedział:
- Tak.
- A posiadasz jakieś moce? - wtrąciła się Rainbow.
- Umiem teleportować się na krótki dystans.
- Wystarczy tych formalności. - powiedziałem - Nie traćmy czasu, ruszajmy w drogę.
Młody wilk nie mówiąc ani słowa teleportował się na szczyt wzgórza i z niecierpliwością czekał na nas. Nie czekając ani chwili ruszyliśmy w dalszą wyprawę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz